29 października 2015

Mapa z rozmieszczeniem zachorowalności na SM na świecie


źródło: Wikipedia

Mapa świata przedstawiająca rozmieszczenie ryzyka zachorowania na SM na świecie: 

     Wysokie ryzyko
     Prawdopodobne wysokie ryzyko 
     Niskie ryzyko
     Prawdopodobne niskie ryzyko
     Ryzyko stopniowe
     Inne

Kontynuując wątek większej zachorowalności na SM w krajach rozwiniętych, warto przestudiować mapę rozmieszczenia ryzyka zachorowalności na SM na świecie. 

Z powyższej mapy wynika, że w krajach europejskich i w Ameryce Północnej ryzyko zachorowalności na SM jest największe. Natomiast w Azji, Afryce i Ameryce Południowej ryzyko zachorowalności na SM jest niskie. Niektórzy naukowcy łączą ten fakt z odległością od równika, a co za tym idzie niskim nasłonecznieniem (niskie dawki witaminy D) w krajach położonych na północ od równika. Tutaj jednak nasuwa się pytanie: dlaczego nie widać tej samej zależności na południe od równika, gdzie również występuje mniejsze nasłonecznienie, analogicznie do półkuli północnej? 

Warto tutaj zastanowić się nad innymi czynnikami wpływającymi na większą zachorowalność na SM w krajach takich jak Niemcy, Anglia, Kanada czy nawet Polska. Jak różni się nasze życie od życia ludzi w Afryce czy w Ameryce Południowej? 

Myślę, że odpowiedź nasuwa się sama. Ludzie w biedniejszych rejonach świata żyją prościej, mają więcej ruchu, gdyż nie każdego stać na samochód. Nie jedzą mięsa trzy razy dziennie, gdyż muszą sami je sobie wyhodować, a to zajmuje dużo czasu (naszym fermowym kurczakom, napakowanych hormonami i antybiotykami, potrzeba 6 tygodni!). Jedzą prosto, często to co sami wyhodują we własnym ogródku lub kupią od sąsiada. Leki są drogie, więc przy zwykłym przeziębieniu nie używają antybiotyków, starając się pomóc organizmowi zwalczyć infekcję w sposób naturalny. Jedzą dużo nieprzetworzonej żywności, więc do toalety chodzą codziennie, a to zapobiega zjawisku gnicia w jelitach, a co za tym idzie chronicznego zatrucia organizmu. Stany zapalne jelit i nowotwory jelita grubego występują tam znacznie rzadziej z analogicznych przyczyn. Podobnie jest z otyłością, cukrzycą typu 2 i na co wskazuje powyższa mapa z SM. 

Warto się więc zastanowić w jaki sposób dbamy o organizm i czy zawsze to jak żyjemy i co jemy, mu służy.

27 października 2015

Dieta w SM według dr Kousmine, powrót do żywności nieprzetworzonej


Dzisiaj chciałabym napisać na temat pracy dr Kousmine nad wpływem diety w SM. Ta szwajcarska lekarka była jednym z pionierów, używających diety w leczeniu SM i chociaż jej podejście jest bardzo proste (dr Kousmine zauważyła, że dieta człowieka w XX wieku znacznie różni się od diety ludzi przed rewolucją przemysłową) odnosiła ona sukcesy w leczeniu swoich pacjentów. Myślę, że mimo to, że nie wszystkie rekomendacje proponowane przez dr Kousmine są nadal aktualne, warto zaznajomić się z jej pracą i osiągnięciami oraz filozofią diety, gdyż jest to podstawą tego co na dzień dzisiejszy wiemy na temat diety w autoimmunologi.


Dr Kousimine (1904-1992) urodziła się w Rosji, w zamożnej rodzinie, która uciekła przed rewolucją październikową do Szwajcarii, gdzie dr Kousmine ukończyła edukację oraz pracowała jako lekarz ogólny. Mimo ogólnej specjalizacji dr Kousmine pracowała z wieloma osobami chorymi na SM. Interesowała się chorobami cywilizacyjnymi, doszukując się ich przyczyn w diecie oraz w środowisku. Dr Kousmine zwracała uwagę, że chorzy na SM mają bardzo często problemy jelitowe, które to mogą być jedną z przyczyn powstania choroby. Jelita są bardzo ważnym, ale wciąż niedocenianym organem z którym pozostajemy w bardzo ścisłym związku. Do jelit dostarczane są substancje z środowiska zewnętrznego i to jelita odpowiadają za pierwszą linie obrony przed substancjami i mikroorganizmami szkodliwymi dla naszego organizmu (o syndromie nieszczelnych jelit i jego wpływie na różne zaburzenia, w tym na choroby z autoagresji, będę pisać w następnych postach).

Dr Kousmine w swoim eseju pod odważnym tytułem: "Stwardnienie rozsiane jest uleczalne" słusznie zauważa, że w krajach rozwiniętych w ciągu ostatnich 200 lat nastąpiła nagła zmiana w sposobie odżywiania się ludności. Wprowadzono rafinowane pokarmy (np.cukier, biała mąka) z których to usunięto krytyczne dla naszego zdrowia witaminy, mikro i makroelementy. Nadużywa się pokarmów pochodzenia zwierzęcego, spożywając zbyt często mięso (nawet do 3 razy dziennie). Co więcej zmieniono sposób wytwarzania tłuszczów. Zaczęto wytłaczać oleje na ciepło, co zwiększyło wydajność procesu, jednak w tym samym czasie utracono w znacznej części nienasycone kwasy tłuszczowe, zubażając wartości odżywcze olei.  Oleje podgrzewane i utwardzane przechodzą z formy aktywnej biologicznie (forma cis-cis)  do formy trwalszej lecz nieaktywnej biologicznie (cis-trans), o czym pisałam w poście o tłuszczach. Tłuszcze trans, co warto również podkreślić są łączone z innymi schorzeniami, w tym z niektórymi formami raka.

I tutaj chciałabym zwrócić uwagę na fakt, że zachorowalność na SM jest znacznie częstsza w krajach rozwiniętych, w których faktycznie przyjął się model odżywiania opisywany przez dr Kousmine. Model ten oparty na żywności rafinowanej, przetworzonej, z dużą ilością produktów pochodzenia odzwierzęcego odbiega znacznie od modelu żywienia w krajach nierozwiniętych oraz od modelu odżywiania się człowieka przed rozwinięciem się cywilizacji (tzw. dieta paleo, o której będę pisać w kolejnych postach), gdzie SM występuje(owało) rzadko, jeśli w ogóle.

Dr Kousmine leczyła swoich pacjentów dietą opartą na owocach w pierwszych dniach diety oraz dietą bezmięsną przez kolejne 2-3 miesiące, a następnie poprzez powrót do żywienia opartego na owocach, warzywach, chudym mięsie, nabiale (pasta dr Budwig) oraz pełnoziarnistych zbożach, bez przetworzonej żywności i nadmiaru produktów pochodzenia zwierzęcego. Dr Kousmine zwraca też uwagę na konieczność rzucenia palenia oraz picia alkoholu oraz ograniczenie, gdzie to możliwe leków. Zaleca również na początku diety oczyszczanie jelit za pomocą lewatyw rumiankowych oraz w przypadku niedoborów suplementacje witaminami i minerałami.

Dr Kousmine opisuje kilka przypadków osób chorych na SM, które wprowadzając zmianę w diecie oraz stylu życia (rzucenie palenia, zwiększenie ilości snu itp.) osiągnęły remisje choroby, a w niektórych przypadkach nawet powrót utraconych funkcji. Dr Kousmine przyczyny nawrotów choroby u osób z SM upatruje w powrocie do złych nawyków żywieniowych, przemęczeniu oraz na skutek innej choroby zakaźnej, gorączki czy innego schorzenia.

Więcej na temat dr Kousmine i jej pracy można przeczytać w jej eseju zatytułowanym "Stwardnienie rozsiane jest uleczalne", który to można znaleźć pod linkiem:

http://sci.pam.szczecin.pl/~fasting/download/LITERATURA.HTM


30 września 2015

Aspartam


Dziś chciałabym poruszyć temat słodzików w diecie, w szczególności aspartamu, słodzika chyba najczęściej dodawanego do żywności, a przy tym bardzo kontrowersyjnego. Nie będę ukrywać, że sama mam bardzo złe doświadczenia z używania tego chemicznego słodzika, a stosowałam go tylko kilka miesięcy. Istnieje wiele szeptanych informacji o różnych skutkach ubocznych i problemach powodowanych przez chemiczne dodatki do żywności, w tym słodziki, jednak oficjalne instytucje gremialnie popierają używanie aspartamu bagatelizując jakiekolwiek ryzyko.


Z mojego doświadczenia wynika jednak że ryzyko istnieje, gdyż pracuje z pacjentem który przez wiele lat używał po kilkanaście łyżeczek (nawet do 14!) aspartamu dziennie. Oprócz SM chory borykał się z problemami ze snem, ciągłym stanem pobudzenia i brakiem skupienia uwagi, a po odstawieniu aspartamu symptomy te się złagodziły. I tutaj dodam, że najbliższa rodzina pacjenta również używa aspartamu od wielu lat i podobnie jak pacjent boryka się z problemami ze wzrokiem, słuchem oraz z różnymi problemami neurologicznymi.

Aspartam został wynaleziony przez przypadek w 1965 roku w firmie farmaceutycznej G. D. Searle&Company w czasie prac nad lekami przeciw wrzodom żołądka. Jednak gdy spróbowano smaku aspartamu zmieniono jego przeznaczenie wprowadzając go na rynek jako sztuczny słodzik mający zastąpić cukier. Jednak od samego początku aspartam wywoływał bardzo dużo kontrowersji. Już siedem lat od wprowadzenia go na rynek 80% (!) skarg konsumentów do Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) było związanych z aspartamem. Aspartam był nawet na początku wycofany z rynku przez FDA jednak firma G.D. Searle wymusiła przeprowadzenie dodatkowych testów i aspartam znowu mógł wrócić do sprzedaży. Historia aspartamu jest bardzo niejasna i wiele badań przeprowadzonych przez firmę G.D. Searle budzi kontrowersje.

Aspartam jako sztuczny słodzik zaczęto dodawać do szerokiej gamy produktów, głównie tych tzw. "dietetycznych" czy "light". Nadal jest on powszechnie stosowany w napojach niskokalorycznych, gumach do żucia, można go kupić w proszku, a coraz częściej jest on dodawany do leków (!). Aspartam występuje pod kilkudziesięcioma (!) nazwami handlowymi,  z tego najpopularniejsze to: NutraSweet, Equal, Spoonful, a na etykietach produktów spożywczych występuje jako symbol E-951. Z ciekawostek dodam, że w 2009 roku firma Ajinomoto (japoński producent aspartamu) uciekając przez złą reputacją aspartamu zdecydowała się na zmianę nazwy swojego produktu na AminoSweet. Natomiast firma PepsiCo w 2015 roku ogłosiła, że nie będzie aspartamu w składzie Pepsi, co było wynikiem coraz większej świadomości konsumentów, którzy zaczęli unikać produktów z aspartamem.

Aspartam składa się z trzech substancji: kwasu asparaginowego, fenyloalaniny oraz estru metylowego, który po spożyciu przekształca się w metanol (!), toksyczny alkohol, który odpowiedzialny jest za uszkodzenie komórek w organizmie, szczególnie komórek nerwowych. Duże spożycie alkoholu metylowego grozi śmiercią, a w mniejszych stężeniach uszkadzany jest układ nerwowy, w tym charakterystyczne dla alkoholu metylowego jest uszkodzenie wzroku, od lekkiego do nawet całkowitej ślepoty. 

Drugim składnikiem aspartamu jest kwas asparaginowy (ok. 40% aspartamu), który metabolizowany jest w organizmie do asparaginianu, neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za przepływ informacji w mózgu. Spożywanie aspartamu na co dzień będzie podwyższało stężenie asparaginianu w mózgu, co może być przyczyną obumierania komórek nerwowych na skutek nadmiernego ich pobudzenia. 

Trzecim składnikiem aspartamu jest fenyloalanina (50% aspartamu), która jest aminokwasem dostarczanym na co dzień z pożywieniem. Jednak badania naukowe wskazują na zwiększenie stężenia fenyloalaniny w mózgu po spożyciu aspartamu nawet u osób zdrowych, co może zaburzać równowagę hormonalną (fenyloalanina jest składnikiem noradrenaliny) i wiązać się z zaburzeniami emocjonalnymi (depresją, zaburzeniami nastroju, atakami paniki). 

W moim poście chciałabym nawiązać do artykułu dr H.J. Roberts'a zatytułowanego Aspartame Disease: An FDA-Approved Epidemic (Choroba aspartamu- epidemia zatwierdzona przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków). Dr Roberts, utytułowany amerykański lekarz, okrzyknięty nawet najlepszym lekarzem w USA napisał kilka artykułów na temat aspartamu oraz stworzył termin "choroba aspartamu", aby zawrzeć wszystkie reakcje na ten chemiczny słodzik. Dr Roberts uważa, że wielu lekarzy często spotyka się z różnymi manifestacjami organizmu na aspartam, jednak nieświadomi leżącego głębiej problemu nie pytają swoich pacjentów o używanie tego sztucznego słodzika. Co więcej środowisko medyczne oraz konsumenci są stale zapewniani przez  FDA (Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków) oraz inne odpowiedzialne instytucje o bezpieczeństwie aspartamu.

Dr Roberts w swoim artykule wymienia zaburzenia najczęściej zgłaszane przez konsumentów po spożyciu aspartamu, należą do nich między innymi:
  • problemy ze wzrokiem (widzenie zamazane, widzenie tunelowe oraz ból oczu), 
  • problemy ze słuchem (dzwonienie w uszach, nietolerancja hałasu, uszkodzenie słuchu),
  • problemy neurologiczne (bóle głowy, zawroty głowy, zaniki pamięci i ospałość, zaburzenia i zaniki czucia, problemy z mową, nietypowe bóle twarzy, drgawki, symulacja SM),
  • problemy psychologiczne (depresja, poddenerwowanie, napady niepokoju, zmiany osobowości, bezsenność). Pracuje jako opiekunka z chorym na SM i miałam możliwość obserwowania łagodzenia się tych symptomów po odstawieniu aspartamu.
  • problemy z sercem, palpitacje, ból w klatce piersiowej,
  • problemy gastrologiczne (mdłości, biegunka, ból brzucha, ból przy przełykaniu).
  • inne problemy (swędzenie skóry, ust, wysypka, problemy z kontrolowaniem cukrzycy, zwiększenie się lub symulacja retinopatii i neuropatii spowodowanych cukrzycą). 

Wymieniłam tutaj tylko te najczęściej zgłaszane problemy przez konsumentów, jest ich znacznie więcej. Na końcu załączam link do artykułu dr Roberts'a, w którym szczegółowo opisuje on wszystkie problemy zgłaszane przez ludzi spożywających produkty z aspartamem. Dr Roberts jest również autorem książki "Difficult Diagnosis: A Guide to the Interpretation of Obscure Illness" (Trudna diagnoza: klucz do interpretowania mało znanych chorób), która stanowi źródło informacji dla tysięcy internistów i lekarzy innych specjalności. Ten utytułowany lekarz uważa, że lekarze powinni zadawać pytanie swoim pacjentom o używanie aspartamu przed zastosowaniem drogich konsultacji, terapii i hospitalizacji. Do manifestacji klinicznych aspartamu dr Roberts zalicza: zaburzenia neurologiczne, psychologiczne, alergologiczne, dermatologiczne, ze strony układu pokarmowego oraz problemy metaboliczne i endokrynologiczne. Dr Roberts uważa, że rozpoznanie stwardnienia rozsianego powinno było odroczone o kilka miesięcy w przypadku osób spożywających aspartam. Co ciekawe młodzi dorośli obawiający się ewentualną wczesną chorobą Alzheimera, z powodu zamieszania i utraty pamięci, powinni być obserwowani przez co najmniej miesiąc od odstawienia aspartamu w celu sprawdzenia ewentualnego wpływu tego sztucznego słodzika na ich stan zdrowia.  

Podsumowując, uważam że warto zastanowić się nad skutkami ewentualnego spożywania aspartamu przed decyzją o spożyciu produktów z aspartamem, a jeśli już się go spożywa warto go odstawić i sprawdzić czy niektóre symptomy nie staja się łagodniejsze po eliminacji tego chemicznego słodzika. 

W poście nawiązałam do artykułu dr H.J. Roberts'a:  Aspartame Disease: An FDA-Approved Epidemic, który można przeczytać w oryginale na stronie:



4 września 2015

Przykład mleka roślinnego: mleko kokosowe


Mleko kokosowe to jedno z wielu mlek wytwarzanych z roślin, a zarazem świetna alternatywa dla mleka krowiego. W przypadku chorób autoimmunologicznych warto zrobić testy na nietolerancje mleka krowiego. Wiele symptomów, które nie są kojarzone z nietolerancjami znika po odstawieniu nietolerowanego produktu. Osobiście spotkałam się z silnym bólem neurologicznym, który był tłumaczony SM, a po odstawieniu mleka krowiego ograniczył się do minimum w ciagu 2-3 dni i na takim samym poziomie utrzymuje się już od ponad dwóch lat.

Innymi symptomami mogą być: swędzenie skory, wypryski, zaflegmienie, choroby górnych dróg oddechowych, astma czy choroby jelit, np. zespół jelita drażliwego. Więcej na ten temat będę pisać w postach o alergiach, nietolerancjach i mleku krowim w SM.

Mleko kokosowe można najcześciej kupić w puszce (spotkałam się również z mlekiem kokosowym mieszanym z mlekiem ryżowym w kartonie 1 l), ale można go również zrobić domowym sposobem (moim zdaniem domowe jest o wiele smaczniejsze !). W tym celu należy zalać 200 g wiórków kokosowych 1 l przegotowanej wody, odstawić na noc. Następnie przegotować, a gdy ostygnie zblendować i całość przelać przez sitko (można dodatkowo użyć waty ably mleko było klarowniejsze). Mleko kokosowe ma sporo tłuszczów nasyconych, jednak tłuszcze nasycone z kokosa mają inne właściwości od tych pochodzących z mleka krowiego czy mięsa. Tłuszcz kokosowy składa się ze średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które łatwo się przyswajają i są używane nawet w diecie dla sportowców. Mleko kokosowe nie zawiera cholesterolu, zawiera natomiast wapń, magnez i żelazo.

Mleka kokosowego można używać do kawy, deserów oraz do dań z kuchni azjatyckiej. Jest świetnym substytutem mleka krowiego a przy okazji bardzo dobrze smakuje. Sama używam go od kilku lat, jednak domowe mleko kokosowe robię od niedawna, ale chyba stanie się ono moim ulubionym zamiennikiem mleka krowiego.


25 sierpnia 2015

Kilka słów o tłuszczach, ich rodzajach oraz tłuszczach wskazanych w chorobach autoimmunologicznych



Jako, że ostatnio sporo pisalam na temat diety niskotłuszczowej postanowiłam napisać nieco więcej na temat tłuszczów. Sama nie zdawałam sobie sprawy jak ważne są one dla naszego zdrowia. Niektórych tłuszczy należy dostarczać organizmowi codziennie, gdyż nie jest ich w stanie sam wytworzyć, a są krytyczne dla naszego zdrowia. Są również takie, których należy unikać ze względu na negatywny wpływ na zdrowie, a nawet związek z powstawaniem niektórych chorób.


Ogólnie tłuszcze możemy podzielić ze względu na pochodzenie na tłuszcze zwierzęce i roślinne. Tłuszcze zwierzęce zawarte są w mięsie i produktach pochodzenia zwierzęcego (masło, smalec, słonina, łój, tran oraz w mięsie i wędlinach, rybach, jajach oraz nabiale). Natomiast do tłuszczy roślinnych zaliczymy oleje (rzepakowy, słonecznikowy, palmowy, orzechowy, sojowy itp.) oliwę z oliwek oraz margaryny (produkowane z olei roślinnych w procesie uwodorniania, zawierają tłuszcze trans które są niebezpieczne dla zdrowia !).

Oprócz podziału tłuszczy ze zwględu na pochodzenie, możemy podzielić tłuszcze ze wzgledu na ilość wiązań podwójnych w cząsteczce, co jest bardzo ważne ze względu na to jak one wpływają na zdrowie. I tak wyróżniamy trzy grupy: tłuszcze nasycone (brak podwójnych wiązań między węglami i do tej grupy zaliczany głównie tłuszcze zwierzęce), tłuszcze jednonienasycone (mają jedno podwójne wiązanie między dwoma sąsiednimi atomami węgla), oraz tłuszcze wielonienasycone (mają co najmniej dwa podwójne wiązania, głównie pochodzenia roślinnego, wyjątkiem jest tłuszcz rybi (tran)).


Tłuszcze nasycone mają raczej niekorzystny wpływ na zdrowie, przyczyniając się do powstania różnych chorób, w tym: otyłości czy miażdżycy, zwiększają również ryzyko cukrzycy typu 2 i niektórych form raka. Tłuszcze nasycone mają również działanie prozapalne co generalnie wpływa niekorzystnie na zdrowie, a jest jeszcze gorsze gdy ktoś ma SM. Tłuszcze nasycone przyjmują zwykle formę stałą w temperaturze pokojowej, jednak czasem przyjmują bardziej wysublimowaną postać. Mnóstwo tłuszczy nasyconych znajdziemy w gotowych daniach, fast foodach, wyrobach cukierniczych itp. Dlatego bardzo ważne jest czytanie etykiet, a najlepiej unikanie żywności przetworzonej.  


Grupę tłuszczów która nie może być syntetyzowana przez organizm ale musi być dostarczana codziennie w diecie nazywa się niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT). Słowo tłuszcz jest raczej mylące jeśli mówimy o NNKT. Te niezbędne substancje są raczej jak białka czy witaminy, gdyż należy je spożywać aby zachować zdrowie. NNKT są obecne w każdej komórce naszego ciała. Co więcej z tych tłuszczy w większości składa sie nasz mózg i układ nerwowy. Do NNKT należą tłuszcze omega 6 i omega 3. Tłuszcze nienasycone zwykle przyjmują ciekłą formę w temperaturze pokojowej. Do tej grupy zaliczymy oleje: roślinne, z nasion oraz olej rybi (tran). Trudniejszymi do zidentyfikowania są tłuszcze nienasycone ukryte w pożywieniu, które normalnie nie kojarzy się z tłuszczem. Na tej liście znajdziemy: ryby, warzywa o ciemno zielonych liściach, podroby (wątroba, serce, nerki i móżdżek), chude mięso, owoce morza i kiełki.


Niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe są potrzebne do wzrostu, odbudowy i utrzymania tkanki nerwowej. Co jest szczególnie ważne w SM, gdy układ nerwowy jest chronnicznie atakowany. Jeśli nasz organizm nie ma NNKT dostarczonych w diecie, każda naprawa uszkodzonej tkanki staje się jeszcze trudniejsza.

NNKT mają rownież fundamentalną role w budowie błon komórkowych każdej komórki naszego organizmu. Elastyczność i przepuszczalność błon komórkowych, tak krytyczna dla odżywienia i dotlenienia każdej komórki, zależy od jej składu. Organizm w którym występują chroniczne niedobory NNKT będzie zużywał dostarczonych mu w diecie innych kwasów tłuszczowych, na przykład tłuszczów nasyconych lub tłuszczy w formie trans. Błony zbudowane z nieodpowiednich składników nie bedą posiadać właściwości potrzebnych dla optymalnego zdrowia. Istnieje teoria która łączy chroniczne niedobory NNKT u chorych na SM z uszkodzeniem bariery krew-mózg, kiedy to występuje problem z transportem składników odżywczych do mózgu, a wokoło naczyń krwionośnych otaczających mózg tworzą sie chroniczne stany zapalne. Niektóre badania wskazują również na niedobory NNKT w białej materi mózgu (związanej z prcesem uczenia się i zapamiętywania) u chorych na SM.

Kolejnym ważnym wskaźnikiem związanym z tłuszczami w diecie jest poziom frakcji tłuszczowych w krwi (zwykle bada się je jako poziom cholesterolu HDL, LDL oraz poziom trójglicerydów). U chorych z SM często występuje zaburzenie wskaźników tłuszczowych. I tutaj również wzbogacenie diety w NNKT będzie pomagać, doprowadzając poziom cholesterolu i trójglicerydów do normy.

Trudno jest wymienić system lub organ, gdzie NNKT nie odgrywały by ważnej roli, jednak mózg i obwodowy układ nerwowy są wręcz napakowane NNKT, dlatego tłuszcze te są tak krytyczne dla utrzymania zdrowia i regeneracji układu nerwowego. NNKT wpływają również na układ hormonalny, i są one min. składnikami hormonów które moduluja prace układu odpornościowego, w tym prostaglandyny, która ma właściwości wyciszające układ immunologiczny. W skrócie tłuszcze w diecie w SM odgrywają bardzo ważną role, w zależności od ich rodzaju mogą albo wpływać łagodząco na chorobę lub ją zaostrzać, dlatego należy zwrócić uwagę na rodzaj tłuszczu którego używamy na codzień.

Kilka dobrych rad jeśli chodzi o oleje i inne tłuszcze:

  • najlepiej od sprawdzonego producenta,
  • oleje bez domieszek, wyciskane na zimno (zachowują wartości odżywcze, te wyciskane na ciepło mają gorszy skład, gdyż tłuszcze nienasycone jak omega 3, są nieodporne na temperaturę)
  • nie wolno palić oleju, gdy widzimy dym olej należy wymienić,
  • oleju powinno używać sie tylko raz, dlatego nie polecam żywności z tzw. fast foodow,
  • temperatura, światło oraz ekspozycja na tlen niszczy NNKT, wiec olej najlepiej przechowywać w zakręconych, ciemnych butelkach, w chłodnym miejscu.
  • po otwarciu butelki dobrze jest trzymać go w lodówce, szczególnie jeśli chodzi o te bogate w NNKT jak olej lniany (jednak np. oliwa z oliwek w lodówce może zmieniać strukturę i robić się mętna)
  • najlepszym sposobem spożywania tych drogocennych olejów to spożywanie ich na zimno, do rożnego rodzaju sałatek, warzyw itp.

Podsumowując wyróżniamy 3 rodzaje tłuszczy: nasycone (te należy ograniczyć, o tym pisałam nawiazując do badań dr Swanka), jedno i wielonienasycone (należy zwrócić uwagę na zwiększone spożycie tych tłuszczy gdyż są one krytycznie do odbudowy i utrzymania układu nerwowego). Polecam oleje tłoczone na zimno, szczególnie olej lniany (duże ilości kwasów omega 3) oraz spożywanie ryb i owoców morza (o ile ktoś nie jest na nie uczulony), ciemnozielonych warzyw i kiełków oraz dodatkowo codzienną suplementacje tranem.


W poście wykorzystałam informacje zawarte w książce: "Managing Multiple Sclerosis Naturally. A self-help guide to living with MS" Judy Graham, Healing Arts Press, 2010.

27 lipca 2015

Success story: Deb Tasic. Przykład chorej na SM, będącej na diecie niskotłuszczowej



"Pierwszy atak miał miejsce na wiosnę 1994 roku epizodem zawrotów głowy i nudnościami, które rozwinęły się do tego stopnia, że nie byłam w stanie podnieść głowy z poduszki, ponieważ miałam uczucie, że cały pokój wirował bez kontroli. Zadzwoniłam do lekarza rodzinnego który przepisał mi lekarstwo na infekcję ucha wewnętrznego. Byłam zbyt chora aby prowadzić samochód, a mój mąż był niewidomy z orzeczeniem o niepełnosprawności, poruszał się na wózku inwalidzkim, więc nie mógł mnie zawieźć do lekarza. Pomimo lekarstw na zawroty głowy i niepokój, nadal źle się czułam. Kilka dni później znajomy zawiózł nas do lekarza rodzinnego. Nadal pamiętam, jak siedziałam na tylnym siedzeniu samochodu, czując się coraz gorzej. Próbowałam zamknąć oczy, aby nie czuć się tak źle, ale to nie pomagało. Modliłam się, aby móc dostać się do lekarza i nie zwymiotować po drodze. Doktor po zbadaniu mnie powiedział, że powinnam mieć zrobione badanie MRI (rezonans magnetyczny mózgu) i udać się do neurologa na wizytę. Strach owładnął moje ciało, ponieważ zdałam sobie sprawę, jak bezradni (mój mąż i ja) jesteśmy, a w dodatku możemy teraz stracić naszą niezależność.


Deb Tasic, źródło: www.drmcdougall.com

Kilka dni później siedzieliśmy w zdumiewającej ciszy, w gabinecie neurologa, kiedy on wygłaszał wyrok śmierci, który na zawsze będzie rzucał cień na nasze życie: "Ma pani SM. Multiple Sclerosis". Mój mąż i ja zaniemówiliśmy. Baliśmy się nawet spojrzeć na siebie. W końcu, poprzez moje zawieszenie, niechętnie zapytałam: "SM?  A jest na to lekarstwo?" Kiedy lekarz skończył przekładać moje badania w teczce, odwrócił się do tablicy i narysował wielki niebieski X (...) w lewym, górnym rogu. Następnie umieścił podobny znak pośrodku tablicy. Następnie rysując linie z góry w dół tablicy, powiedział do nas, wskazując na X na górze: "To jest punkt, gdzie obecnie jesteś", A następnie wskazał środkowe X i powiedział: "Tutaj będziesz w ciągu 5 lat- na wózku". Po czym kontynuował rysowanie linii, aż do dolnego, prawego rogu, gdzie narysował trzecie finałowe X i zimno oznajmił: "Tu będziesz za 10 lat- przykuta do łóżka". To był Memorial Day (amerykański Dzień Pamięci Poległych na Polu Chwały) 1994 r. Miałam wtedy 41 lat i byłam w stosunkowo dobrym stanie zdrowia (a przynajmniej tak myślałam).

Neurolog wyjaśnił, że nie ma definitywnego testu na SM, ale wyznaczono mi termin na pobranie płynu mózgowo-rdzeniowego (...). Ze względu na doświadczenie mojego męża, który miał guzy mózgu, wiedzieliśmy, że jest to ryzykowny i bolesny test.

Zapytałam lekarza, czy ten test zdiagnozuje SM. Odpowiedział: "O nie, to jest test, który ma za zadanie wyeliminować inne choroby. Tak jak powiedziałem wcześniej, nie ma testu diagnozującego SM definitywnie". Odpowiedziałam mu, że nie chcę punkcji lędźwiowej (aby pobrać płyn mózgowo-rdzeniowy). Lekarz zdenerwował się na moją odmowę i powiedział mi, że zachowuję się dziecinnie. Dodał, że zleca punkcję lędźwiową nawet dzieciom- i pamiętam, że pomyślałam - "Mam nadzieję, że z większym współczuciem, niż z tym, z którym ja się spotykam". Wtedy postraszył mnie: "Jeśli się nie zgodzisz na punkcję lędźwiową, nie umieszczę twojego nazwiska na liście oczekujących do badań klinicznych nowych leków, które są twoją jedyną nadzieją na wyleczenie"(...) W tym momencie wiedziałam już, że nigdy nie wrócę z powrotem do tego lekarza.

Nadal przechodziłam małe pogorszenia. I tak użalałam się nad sobą przez kolejne dwa lata, ponieważ nastawiałam się na ponurą przyszłość, którą mi nakreślił neurolog. Książki na temat SM, które w tym czasie czytałam spowodowały, że zaczęłam robić długoterminowe plany, co do mojej opieki w przyszłości. Upewniłam się, że mój dom jest dostosowany do wózka inwalidzkiego oraz zapisałam się w pracy w czasie otwartego zapisu na "Ubezpieczenie ze względu na długoterminową niepełnosprawność". Miałam szczęście, że trafiła mi się taka możliwość, ponieważ od momentu diagnozy stałam się oficjalnie "nie do ubezpieczenia". Zaczęłam też chodzić na grupy wsparcia, które były dla mnie tak samo depresyjne jak maile, które zaczęłam otrzymywać z MS Society (Towarzystwo SM).

Zaczęłam czytać wszystko co mogłam znaleźć na temat SM. Specjaliści wydawali się uważać, że SM było spowodowane albo przez wirus, albo przez niefortunny zbieg okoliczności urodzenia się daleko od równika (istnieje teoria, że im dalej mieszkasz od równika, tym większe prawdopodobieństwo, że dana osoba zachoruje z jakiegoś tajemniczego powodu na SM). Jednak żadnego z powyższych czynników nie jestem w stanie zmienić. Jednak w jednym fragmencie, w całej stercie książek o SM, znalazłam kilka krótkich zdań na temat terapii dietą niskotłuszczową stworzoną przez doktora Roya Swanka, profesora neurologii i lekarza medycyny z Uniwersytetu w Oregonie. Wszystko, co słyszałam od moich lekarzy na temat diety, to było na temat błonnika, aby przeciwdziałać zatwardzeniom, spowodowanym przez uszkodzenia nerwów w jelitach oraz aby jeść mnóstwo tłuszczu dla mózgu oraz białka dla mięśni. Najlepszym źródłem obu: mleko i mięso.

Jako że miałam ponad 30 kg nadwagi, zdecydowałam się na powrót do Strażników Wagi. Pomogli mi już wcześniej zrzucić ponad 20 kg przed moim spotkaniem klasowym po latach w 1991 roku - i w diecie było mniej tłuszczu niż zwykle. Zaczęłam również z przyjaciółką chodzić na spacery. Pierwsze 1,5 kilometra zajęło nam 40 minut. Ale z czasem, gdy chudłam, spacerowaliśmy dłużej w krótszym okresie czasu. Dziewięć miesięcy później osiągnęłam moją wagę docelową i byłam w stanie chodzić do dziesięciu kilometrów dziennie, pięć do siedmiu razy w tygodniu.

Jednakże wciąż miałam małe pogorszenia w połączeniu z brakiem czucia z powodu SM, szczególnie gdy byłam zestresowana. Gdy teraz myślę o tym, przypominam sobie że gdy byłam zestresowana sięgałam po te wszystkie bogate w tłuszcz pokarmy, jak chipsy czy lody. Ale moja dieta powoli ulegała poprawie- do 2001 roku nazwałabym siebie pół-wegetarianką, gdyż jadłam tylko kurczaka i krewetki. W tym czasie zdecydowałam się wziąć udział w NAVS Summerfest (Letni Festiwal Towarzystwa Wegetarian Ameryki Północnej), gdzie spotkałam doktora Johna McDougalla- głównego mówcę. Wydawał się on być oddany wyciąganiu ludzi z systemu opieki zdrowotnej, a to było to czego chciałam. Chciał, aby ludzie nie musieli brać lekarstw i suplementów- wydawałam wówczas ponad 100 $ miesięcznie na witaminy i inne "naturalne" suplementy. Po tym spotkaniu moja dieta poprawiła się znacznie.

Po ostatniej dekadzie choroby, SM zostawiło po sobie kilka problemów, pewną niezdarność ze względu na problemy z równowagą i lekką utratę pamięci. Ale poza tymi problemami, wszystko jest w normie i nadal pracuję na cały etat. Nie miałam już więcej pogorszeń od 2001 roku, i nie przyjmuję żadnych lekarstw czy witamin, poza niewielką dawką lekarstw na tarczycę.

Moja przygoda z dietą doprowadziła mnie do spadku wagi z 92 kg do 61 kg, mój cholesterol spadł z 192 mg/dl do 155 mg/dl na Programie McDougalla. Nadal chodzę dziesięć kilometrów kilka razy w tygodniu oraz wykonuję ćwiczenia wzmacniające. Wyglądam i czuje się bardzo, bardzo zdrowo.

Deb Tasic, źródło: www.drmcdougall.com


Badania aktywności SM za pomocą rezonansu magnetycznego mózgu pokazało progresję choroby od 1994 do 2000 roku, ze zwiększoną liczbą zmian w mózgu, które wyglądały jeszcze bardziej typowo dla SM (opis mówił o zwiększeniu widoczności zmian). Jednakże po zmianie diety na bardzo niskotłuszczową opisy badań zmieniły się również. W kwietniu 2002 roku mój MRI raportował: "W porównaniu do 3 września 2000 roku zmiany rozsiane w mózgu opisane powyżej są nieco mniejsze i nie wykazują żadnego wzrostu. Moje MRI z 2004 roku nie wykazało aktywności SM- stare zmiany były stabilne, a żadne nowe się nie formowały.

(...) Dr McDougall przekonał mnie, że dobro które może wypłynąć z podzielenia się moją historią może znacznie przewyższyć każdy dyskomfort, który mogę czuć, kiedy mój sekret zostanie wyjawiony. Chciałabym przekazać przesłanie nadziei każdemu kto może siedzi w gabinecie lekarza i słyszy słowa: "Masz SM" i rysuje mu się tą samą linie w dół łączącą kolejne X. Wierzę, że zdrowa dieta jest odpowiedzią na chorobę, i z tego co widziałam, badania naukowe to wspierają. Szkoda, że nie wszyscy wiedzą o tej prostej prawdzie."